Noc jest moją porą

Starsza siostra Ewy i pierwsza córka Jahwe – nie była pokornym dzieckiem i przykładną żoną. Nie było dla niej zbyt wiele zajęć w Edenie, dlatego została Królową Demonów.

Morał z tej historii jest taki, że nie zawsze akceptacja taty jest potrzebna, żeby w życiu zostać spełnioną kobietą 🙂

Oczywiście jest to tylko jedna z wersji mitu opisującego powstanie człowieka w judaizmie i pewnie nigdy nie dowiemy się, czy prawdziwą… A szkoda 🙂

Istnieje teoria mówiąca, że imię Lilith – domniemanej pierwszej żony Adama – oznacza po hebrajsku Krzyczącą Sowę, a sama Pani Demonów faktycznie bywała przedstawiana ze szponami tego drapieżnego ptaka oraz w ich towarzystwie.

lilith

Nie jest to pierwsza kobieca postać z mitologii śródziemnomorskiego kręgu kulturowego, którą wiązano z sową – Atenie, greckiej bogini wojny, mądrości i sprawiedliwości, wiecznej dziewicy również towarzyszyła sowa, była też przedstawiana z głową sowy.

Z dużo wcześniejszego okresu, kiedy w Europie powstawały tajemnicze megality, takie jak brytyjskie Stonehenge, pochodzą figurki, statuetki i amulety ukazujące kobietę z wielkimi oczami, określane mianem ‘idoli ocznych’, które przez wielu badaczy są uznawane za przedstawienie Bogini Matki – sowy, szczególnie wśród zwolenników tezy o panującym wówczas matriarchacie.

Od Etrusków Rzymianie przejęli przekonanie, że sowa związana jest ze śmiercią. Uważali, że sowa jest nośnikiem profetycznych mocy, jednak jej pohukiwanie przepowiada śmierć i nieszczęście.

sowa1

Enter a caption

Po łacinie sowa to strix (liczba mnoga: striges), to słowo wyewoluowało we włoski wyraz ‘strega’ (czarownica) i słowiańskie słowo – strzyga oznaczające jednego z licznych w mitologii słowiańskiej kobiecego demona.

Dla Celtów – sowa była magicznym stworzeniem, symbolizowała podziemne bóstwa takie jak walijski Gwyn ap Nudd, czy Blodeuwedd. W języku gaelickim słowo cailleach oznaczające sowę jest jednocześnie imieniem bogini śmierci. Sowę wiązano z wieloma Staruchami (wiedźmami) i podziemnymi boginiami Europy i rejonu śródziemnomorskiego…

Tak więc symbolika sowy silnie związana jest z bardzo konkretnym wyobrażeniem kobiecości – oznacza kobietę dysponującą wiedzą. Wiedzą, która bywa niebezpieczna i zakazana gdyż obdarza mocą. Są to boginie wojny, albo władzy. Zarówno w swojej sprawiedliwej jak i destrukcyjnej wersji. Ale przede wszystkim – są to postacie kobiet wyjętych spod władzy mężczyzny – i nawet jeśli żadna z tych postaci nie walczy z mężczyznami czy ich nie niszczy – nie każda kultura obeszła się z nimi równie sprawiedliwie co Grecy z Ateną…

Dzisiaj, gdy pohukiwanie sowy nie sprawia, że włosy stają nam dęba na głowie, i gdy udało nam się upchnąć jej silnego ducha w sympatyczną alegorię – książkowej wiedzy… nie poświęcamy sowie zbyt wiele uwagi…

Może dobrze? Starucha niesie w sobie moc… ale i prawdę. Czy gdybyś znała prawdę o swojej duszy, byłabyś tu gdzie jesteś? Podporządkowana, grzecznie złożona na cztery i ułożona wśród innych użytecznych przedmiotów i wygodnych, dobrze znanych podręcznych… rzeczy?

Czy mądra i świadoma swojej siły byłabyś równie pokorna? Zagoniona między jedną listą ‘do zrobienia’ a drugą?

Czy mając tę wiedzę o sobie, o swojej prawdziwej naturze, o swojej odwadze i determinacji, o swojej intuicji i wytrzymałości na ból, o swoim oddaniu i sile uczuć, uporze i seksualności – czy wiedząc to wszystko nadal pozwalałbyś decydować innym o swoim ciele, o swojej duchowości, o swoich wyborach? o losach swojej duszy?

Nie.

Nie pozwoliłabyś.

Choćby na samym szczycie ognistej góry stał gniewny Jahwe…

Każda sowa Ci to powie…

Wybrałabyś piekło.

I została jego królową

🙂

Maja (która w Was widzi sowy – niezmiennie!)

 

Żywioł Ognia

‘Tygrysie! Tygrysie! Ogniem płonący w matecznikach nocy!’ – William Blake

Symbolika tygrysa jest hołdem naszych przodków złożonym u stóp dzikiej i nieposkromionej Natury.
Ten pełen siły i piękna leśny drapieżnik pozwala się zaprząc do rydwanu Bachusa – boga wina, radości, pożądania – przypominając nam, że cząstka dzikiej energii tego leśnego łowcy jest nieodłączną, nie dającą się wykorzenić częścią ludzkiego ducha…

Plamy słońca padają przez liście drzew i zwodzą mój wzrok. Przez chwilę myślę, że do mnie wróciłeś… Że gdy wyciągnę dłoń, natrafię na Twój ciepły nos wśród leśnych traw.
Dzięki tej kamuflującej, pięknie ubarwionej sierści stałeś się na Wschodzie symbolem światła.
Akceptowany i szanowany jesteś przecież solarnym, płodnym duchem, nieśmiertelnym twórczym ogniem, towarzyszem czarownika…

Jednak ukryty w leśnych ostępach podświadomości, w gęstwinie drzew, symbolizujesz również wszystko to, co Zachód od pokoleń próbuje pochwycić i zamknąć w klatce chrześcijańskiej moralności.
Atakowany, podjudzany i wygłodniały jesteś płomieniem okrutnej zemsty, pożądania i bezwzględności. Jesteś szałem bitewnym i wściekłą odwagą. Rzeką, która opuszcza swoje brzegi…

Czy płyniesz strumieniem ciepłej krwi w naszych zwierzęcych żyłach?

Tresujemy Ciebie w sobie.
Wbici w sztywny gorset norm i obowiązków, wykonując codziennie te same czynności, powtarzając spod ugrzecznionych szarych masek te same formułki – krążymy od jednej ściany klatki do drugiej, przekonując samych siebie, że kraty nas chronią… Że są nam potrzebne. Z niepokojem spoglądamy w stronę lasu, z lękiem wyczuwając tajemnicze aromaty. Jednak… nikt nie nadchodzi.
I z czasem… zapominamy o Twoim istnieniu.

Ale Ty cierpliwie siedzisz przyczajony w naszej skórze, czekając na chwilę nieuwagi. Gdy strażnicy świadomości odwracają wzrok. Odkrywamy Ciebie w sobie.
Otwierasz oczy w naszej czaszce, gotujesz krew, zaciskasz pięść… I wydajesz cichy pomruk, który nikomu nie wróży zbyt dobrze…
Wróży… zmianę.
Wróży rewolucję.

 

Maja

Photomanipulation by Lama Khaled

Photomanipulation by Lama Khaled

 

 

 

Przemiana

Chłopiec zapuszcza się głęboko w las i dostrzega wejście do groty…
Znamy tę opowieść.
Tak zaczyna się większość mitów i legend o bohaterach i herosach.
Ich narodzinom z nieświadomych, często butnych młodzieńców, towarzyszy taka właśnie scenieria – leśne lub górskie ostępy to przestrzenie chaosu. To dziki świat rządzący się irracjonalnymi prawami. To przestrzeń nieujarzmiona przez człowieka. Ta zewnętrzna i ta wewnętrzna.

Osamotniony, zagubiony bohater zmaga się z sobą samym. Przechodzi zwycięsko przez rozliczne testy w grotach, podziemiach lub labiryntach, a próby te wzmacniają go i upewniają we własnej sile, sprycie i mądrości.
Za aprobatą świata duchowego reprezentowanego przez bogów, duchy, wiedźmy i staruchy – dostępuje inicjacji.
Zmienia się, przepoczwarza w dorosłą i godną postać.
I z leśnych ostępów wychodzi Inny.
Bardziej niż ktokolwiek godzien uznania, szacunku, dobrodziejstw i… naśladowania.

Jednak… nie zawsze się udaje.

Akteon, młody myśliwy, nie spotyka w swojej wewnętrznej grocie dzikiego zwierza, mądrej staruchy, czy pełnego zagadek, smoka.

Spotyka… nagiego boga.
Nagą boginię.

Artemida, wiecznie młoda dziewica, nieco niesprawiedliwie na tle greckiego panteonu, zyskała miano mściwej.
Większość jej ofiar stanowili uparci zalotnicy, którzy w porywie namiętności nie usłuchali stanowczego sprzeciwu, lub… żonaci podglądacze.
Bogini nie bez powodu została patronką dzieci, młodych zwierząt i młodzieży przed zawarciem małżeństwa. Wiele mitów związanych z Artemidą opowiada historie inicjacji seksualnej – niekoniecznie właściwej, często przedwczesnej i niechcianej.
Symbolem sprzeciwu wobec takich praktyk jest wymalowany przez Greków na nieboskłonie obraz Oriona i Skorpiona.

photo by Maicar

Artemida ratująca Ifigenię

 

Jednak Akteon nie pasuje do tych ofiar gniewu Artemidy.

To nie pożądanie i pragnienie spełnienia stawia go oko w oko z kąpiącą się w leśnej grocie boginią, tylko… przypadek. To nie ogień namiętności nie pozwala oderwać mu wzroku od blasku, a zaskoczenie. Całe spotkanie trwa przecież tak krótko! A widok jest niezwykły…

Co zobaczył Akteon?

Czy był to nagi bóg? Nieosłonięty słowami mitu, nieschowany za rytualną maską szamana, nieprzemieniony w ofiarę składaną przez kapłana…
Oto nagi bóg, czyste sacrum, kosmiczne Źródło Życia. Doświadcza go nie uczeń kapłana, nie młody szaman, czy poszukujący mistyk – tylko młody myśliwy. Nieświadomy, nieprzygotowany, zaskoczony niespodziewaną chwilą olśnienia.

Czy to taka chwila zmienia go nie do poznania? Odbiera mu ludzką mowę i zmysły?
Tak inny, tak NIELUDZKI, że rozszarpują go własne psy… że nie rozpoznają go bliscy ludzie.

A może to zbyt długo odsuwana w czasie miłosna inicjacja zajętego męskimi rozrywkami chłopca sprawia, że w głębinach podświadomości rodzi się pragnienie, którego nie zaspokoi ludzka kobieta.
Pragnienie, które sprawia, że staje się obcy sam sobie, które nie mieści się w ludzkim kształcie i przynależy do świata zwierząt. Jedyną postacią, którą może przyoblec Akteon jest jeleń – symbol męskich sił witalnych i męskiej płodności. To właśnie dzieje się w leśnej grocie, gdy spotyka wcielony Archetyp Kobiecości.
Dzika, zwierzęca natura wymyka się spod kontroli i przeobraża chłopca. Zaskoczony tym nagłym przebudzeniem, nie umie mu sprostać. Zamiast stać się towarzyszem Pana Lasu, celtyckiego Cernunnosa lub greckiego Pana – zostaje po prostu łowną zwierzyną…

Mr. Skull

 

Zamiast pozostać w świecie dzikiej energii – próbuje wrócić do ludzkiego świat… Jednak… powrotu nie ma. Nie poznają go bliscy mu ludzie, ani własne psy.

Bogini pryska wodą w oczy Akteona – a woda to chaos i przemiana… Woda rozpuszcza wszelkie formy. To z niej przychodzi życie, to z wód płodowych przychodzimy my. Nagła prawda zmienia naturę chłopca, woda – zmienia jego kształt…
Gdyby to faktycznie gniew mściwej bogini kierował tą przemianą, czy zamiast w dumnego jelenia nie zmieniła by śmiałka raczej w… zająca?

stag and woman

Może nie jest to mit o gniewnej leśnej Pani…
Tylko opowieść o zgubieniu się młodego człowieka w lesie życia?
O tych wszystkich bardzo młodych ludziach, którzy wyruszyli z domu gotowi podbić świat i którym już nie udało do niego wrócić…?
O tym, że czasem, nieostrożni i beztroscy, kierujemy kroki w stronę doświadczeń zbyt gwałtownych byśmy umieli patrzeć na świat tymi samymi oczami. I byśmy umieli pogodzić się z tym czego dowiemy się o sobie, o życiu i o innych…

Maja

Królik i Zając

Uszaty Ród Królików i Zajęcy zaznaczył swoją obecność w mitologiach całego świata, jako potężny symbol odrodzenia, przemiany, ofiary i zmartwychwstania.

Aż trudno wyobrazić sobie w jaki sposób ten mały, bezbronny ssak zawędrował aż tak wysoko w mitologicznej hierarchii symboli zwierzęcych…

Króliki i Zające zdają się być niemal na szarym końcu łańcucha pokarmowego naszego ekosystemu. Matka Natura wyposażyła te otoczone przez wielu naturalnych wrogów zwierzątka w kilka istotnych cech gwarantujących przetrwanie ich gatunku.

Pierwszą z nich – jest oczywiście kochliwość…

Zające i Króliki nie bez powodu w końcu są symbolem miłości cielesnej – towarzyszem Erosa i Wenery, deptanym przez Maryję na wielu chrześcijańskich obrazach… Jest też przewodnikiem szerokopojętej inicjacji. To przez króliczą norę Alicja szuka drogi do swojej dorosłości… To cykanie króliczego zegarka przypomina, że na wszystko w życiu przychodzi czas.

61e8e4b37329aae417691189f9bd72bc

 

To że populacja zajęcy i królików wręcz w magiczny sposób odradzała się i zdawała nigdy nie maleć jak i to, że króliki mieszkają pod ziemią i że te nowe, bardzo liczne zastępy uszatych młodych – wychodziły na świat z nor, jak z łona Ziemi – powiązało te zwierzęta w wierzeniach naszych przodków z Boginiami płodności, z coroczną, cykliczną odnową natury. Z niekończącą się przemianą, śmiercią i zmartwychwstaniem wszystkiego co żyje.

To właśnie ten aspekt symboliki Zajęcy spowodował powiązanie go z takimi mitycznymi postaciami bóstw jak Ozyrys czy Chrystus. Ofiary składane nad brzegiem Nilu z zajęcy – będącymi awatarami i aspektami Ozyrysa wspierały cykliczne wylewy rzeki, żyzność pól, odnowę natury i zbiory.

hieroglif

Zajączek przywołuje również potężną, archaiczną symbolikę pogańskich wierzeń prastarej Europy, symbolikę która przetrwała w chrześcijańskich rytuałach Wielkiej Nocy aż do współczesności.

Pojęcie ofiary – a wręcz samo ofiarowania się zajęcy – pojawia się nawet w podaniach i legendach buddyjskich.

Ten aspekt powiązany jest z wielkim hołdem składanym nieustannie rodzącej i karmiącej swoje dzieci Matce Naturze. Populacja bezbronnych zajęcy odradza się w nieskończoność by wykarmić zastępy drapieżnych zwierząt i polujących ludzi. Oto symbol płodności, szczodrości i bezinteresowności Wielkiej Bogini.

Ofiara z życia, która służy tak wielu, która zapewnia ciągłość życia i która nigdy się nie kończy.

Przecież życie karmi się życiem… A każdy z nas powinien świadomie wypełnić swoje zadanie w tym niekończącym się łańcuchu przemian.

Przemiana i cykliczność wpisane w króliczą symbolikę są wspierane przez nocny tryb życia. W wielu miejscach na Ziemi uważa się, że to wizerunek królika zdobi księżycową tarczę w pełni. Z kolei księżyc to przecież przemiana, to proces, to trzy fazy – od narodzin, przez dojrzałość aż po śmierć i przez ciemność śmierci w zmartwychwstanie…

Księżyc jest też światłem naszej intuicji. Światłem tak potężnym i hipnotyzującym, że niejeden zając znieruchomiał na zbyt długo, gdy pomylił jego blask ze światłem reflektorów…

Viza Arlington ‘Hare and Moon’

 

Jako zwierzęta mocy – zające i króliki przynoszą nam w snach i medytacji kilka ważnych lekcji.

Te czujne i szybkie zwierzątka otoczone przez tak wielu wrogów – zwracają naszą uwagę na zmysł słuchu i na instynkt.

Przypominają, że uważne słuchanie, ale i instynktowne, intuicyjne reakcje – są naszymi wielkimi sprzymierzeńcami. Jeśli poznamy naturę tych sprzymierzeńców i nauczymy się im ufać – na pierwszy rzut oka rozpoznamy fałsz i nieuczciwość, bez zbędnego wahania, zyskując nieraz bezcenne sekundy – ominiemy śmiercionośne zagrożenie.

Intelektualne rozważania, tak cenne w innych sytuacjach, mogą nam bardzo zaszkodzić w momencie, gdy szybka decyzja ratuje nam życie…

Z drugiej strony – zając, który przetrwał, to zając, który nauczył się szybko reagować na dźwięk symbolizujący zagrożenie…

Tymczasem w świecie ludzi, dźwięków jest bardzo wiele… Nie zawsze są one tak łatwe do posegregowania jak w zajęczym świecie Natury. Mają różne tony, bywają mylące…

Nie zawsze też reakcją człowieka na wszystko co nowe i nieznane – powinna być ucieczka.

Nie zawsze to co raz przyniosło ból… za drugim razem też zaboli.

 

Czuła i namiętna królicza natura pyta nas również o inny aspekt strachu…

Czy z lęku przed bólem nie uciekamy przed miłością?

A może zaślepieni głodem miłości, otumanieni jej czarem krzywdzimy samych siebie?

 

Zając – ma wiele zalet. I nie przychodzi do nas bez powodu…

Zmusza nas byśmy przyjrzeli się swojej odwadze, ale i brawurze… Tchórzostwu, ale i rozsądnej ostrożności, przeczuleniu i czujności…

Czy kieruje nami zdrowy instynkt, czy paranoja? Czy jesteśmy asertywni i odważni, czy nierozsądni i naiwni?

Czy umiemy wsłuchać się w siebie? Wejść w króliczą norę i poznać własne pragnienia?

Ile jesteśmy w stanie poświęcić, ile stracić, by żyć w zgodzie ze swoją naturą, by wypełnić swoje powołanie, odkryć swoje miejsce w tej kosmicznej maszynerii życia i być tym do czego nas stworzono…?

Maja

Obraz: Viza Arlington

Bitwa Demiurgów

W odwiecznej, cyklicznie powtarzającej się bitwie, u zarania czasów
Wąż, Smok, Morze, Lewiatan, lub Bóg Wód, Chaosu i Podziemi zmaga się z Bogiem Nieba.
Na cienkiej granicy dwóch przeciwstawnych siły kosmicznych – rodzi się świat jaki znamy, czas i człowiek.
Świat jednolity a jednak zrodzony w odwiecznym konflikcie, który nie ma początku ani końca.

Tę samą cienką krawędzią, cienką jak ostrze noża, małą jak igielne ucho, wąską jak najwęższa z bram
– będą podążać ludzie wszystkich kultur i religii w drodze ku zbawieniu, wewnętrznemu poznaniu i oświeceniu.

Oto Jeleń zmaga się z Wężem.
Rogaty Bóg Lasu jest uosobieniem męskich sił witalnych, zwierzęciem solarnego bóstwa,
symbolem świtu i dnia, życiowej mocy stwórczej, płodności. A jego piękna korona wzniesiona ku Niebu przypomina o mocy umysłu, woli i ducha – cyklicznie zrzucane poroże – symbolizuje zmartwychwstanie, odnowę i regenerację.
Jego przeciwnik – Wąż lub Smok – jest dzieckiem Wody i Ziemi, zwierzęciem Wielkiej Boginii związanym z zasadą żeńską i Księżycem.
Jest stworzeniem wodnym, bytującym w przestrzeni chaosu, w ciemności. Jako towarzysz bóstw chtonicznych – jest silnie związany ze śmiercią, transem i destrukcją. Jako towarzysz Kali i Durgi, a także biblijny kusiciel – jest związany z Czasem i Materią.

Oto adept, którego symbolizuje lub prowadzi Jeleń, podąża do serca leśnego labiryntu, oto śmiałek, który wchodzi do jaskini, rzuca się w przepaść, nurkuje w oceanie – by u podstawy Drzewa Świata, Axis Mundi – zmierzyć się z bestią z głębin i zdobyć perłę mądrości. By dotknąć Żródła Wiecznego Życia, nawiązać utraconą więź z bogami. Wspiąć się po szamańskiej drabinie, lub… powędrować w piekielne otchłanie by uratować czyjąś duszę…

Jednak by wygrać z Odwiecznym Przeciwnikiem nie wystarczy ostry miecz i odwaga… Będzie nas zwodził pod drzewem Bodhi, będzie nas nęcił mirażami na pustyni, będzie nam zadawał smocze zagadki, ukazywał paradoksy, kusił mają. Niejeden bohater uwierzy w trwałość tych obrazów i obietnic. Jednak nie tędy prowadzi droga wyzwolenia z objęć Czasu i Śmierci…

To duchowa moc i pochodnia intelektu i woli, pozwoli adeptowi wygrać pojedynek, rozwiązać zagadkę, rozwikłać paradoks, znieść wewnętrzną sprzeczność, zespolić odwieczne opozycje.
To świadomość realności duchowego świata, pozwoli widzieć poprzez miraże i iluzje Wielkiego Czarownika podziemnego świata – prostą prawdę, że zarówno Jeleń jak i Wąż są immanentną częścią tego świata.
Okiełznać czas, wspiąć się po Drzewie Świata i za życia doświadczyć bezczasu sacrum – oto inicjacja szamana.
Połączyć te dwie sprzeczności – oto kamień filozoficzny i Święty Graal mitologii.
To odzyskać to co nigdy nie było utracone: będąc częścią świata, być jednocześnie częścią boskiej wieczności…

M.

Cernunnos - Troll Blood
Talizman: Cernunnos autorstwa Troll Blood

Lis u Inuitów

Inuici szczególnie upodobali sobie małe sprytne ssaki jak lis czy piesiec, potrafiące przechytrzyć inne, większe od siebie zwierzęta.

Doskonałym tego przykładem jest opowieść o lisicy, która idąc brzegiem morza znalazła dorsza. Kiedy napotkany wilk zapytał ją skąd ma dorsza lisica odrzekła, że usiadła na krze lodowej i przy pomocy ogona złowiła wiele ryb. Wilk, chcąc powtórzyć ten wyczyn, również przysiadł na krze i opuścił ogon do wody. Jednak ogon przymarzł do kry, a wilk chcąc się oswobodzić musiał go urwać. Rozwścieczony pobiegł do nory lisicy obwiniając ją za utratę ogona. Ona jednak odrzekła, że nie mogła to być ona, jako że ma tylko jedno oko i nie zapuszcza się nad brzeg morza. Powiedziała wilkowi żeby w tundrze poszukał lisicy-oszustki. Kiedy wilk pobiegł rozwścieczony dalej lisica podążyła za nim i poczekała, aż padnie z wycieńczenia.
Wracając z tundry lisica spotkała łosia, który szukał mchu. Wskazała mu drogę w stromą dolinkę, jednak schodząc po jej zboczach łoś spadł i zabił się. Lisica dopadła go i najadła się do syta świeżego mięsa.
Zabrała również ze sobą na drogę trzewia łosia, które zobaczył niedźwiedź. Kiedy zapytał skąd ma ona takie przysmaki odpowiedziała, że wyciągnęła sobie własne wnętrzności. Zaproponowała niedźwiedziowi, że pomoże mu pozyskać takie przysmaki. Niedźwiedź zgodził się, a lisica rozpruła mu brzuch ostrymi pazurkami. Kiedy niedźwiedź osunął się martwy lisica wykorzystała jego ciało jako zapasy mięsa na zimę…

Zachowanie takie nie jest jednak w opowieściach potępiane. W legendach tego typu z kręgu europejskiego lisicę spotkałaby w końcu zasłużona kara. Tu jednak, żyje ona szczęśliwie i dostatnio dzięki swemu sprytowi. Zachowane takie jest wręcz pochwalane i podawane jako przykład do naśladowania. Ponieważ spryt i inteligencja sa najlepszymi gwarantami przetrwania… również w naszym świecie…

Podanie przytoczone za: Karol Żołędziowski

Muzyka: Tanya Tagaq “Fox-Tiriganiak”

Gullimbursti

Najsłynniejszym z mitycznych dzików był Gullimbursti – odyniec o złotej szczecinie zdolnej rozproszyć mrok.
Dzik ten należał do Frejra, władcy świetlistych Alfów, boga urodzaju, roślinności, pokoju, płodności, bogactwa i radości. Frejr był bratem Frei i mężem Gerdy – uosabiającej ziemię. Składano mu ofiary w święto Jul.
Frejr jeździł na swym dziku wierzchem lub zaprzęgał go do swojego powietrznego wozu.
Inny dzik, Hildisvini, był wierzchowcem Frei, bogini wegetacji, miłości, płodności i magii. Freja była tez patronką wojny, jej władzy podlegała połowa poległych wojowników. Jej mężem był Od – letnie słońce.
A sama bogini posiadała zdolność przemieniania ludzi w dziki…


rzeźba: Andrew Mcfetters

Gwiazdozbiór Wilka

Gwiazdozbiór Wilka należy do gwiazdozbiorów nieba południowego. W naszych szerokościach geograficznych nad horyzont wychodzi tylko jego północna część i to jedynie w miesiącach wiosennych. Jest jednym z 48 gwiazdozbiorów opisanych przez Ptolemeusza. Konstelacja leży w Drodze Mlecznej, pomiędzy Skorpionem i Centaurem.

Żadna z gwiazd w Wilku nie ma greckiej czy też łacińskiej nazwy własnej. Nie dziwi zatem brak rozbudowanych mitów związanych z tą konstelacją. Starożytni Grecy i Rzymianie widzieli w tej grupie jedynie obraz dzikiej bestii lub dzikiego zwierzęcia (gr. therion), która towarzyszyła centaurowi, dlatego często konstelacje te łączono ze sobą. Miało to być dzikie zwierzę bliżej niesprecyzowanego gatunku.
Według innej wersji, jest to wilk złożony w ofierze bogom Olimpu przez uczonego Centaura – Chirona, który trzymał je wyciągnięte w kierunku konstelacji Ara – Ołtarza.
Według jednego z mitów greckich wyobraża arkadyjskiego króla Likaona, zamienionego w wilka, gdy ośmielił się wystawić na próbę Zeusa, podając mu podczas uczty ludzkie mięso.

Starożytni Babilończycy widzieli na niebie wizerunek wilka, nazywając gwiazdozbiór Ur-Idim (dziki pies), choć mogli wiązać tę postać z mitycznym Szalonym Psem – hybrydą o ludzkiej głowie, z tułowiem, nogami i ogonem lwa, wiązaną z Bogiem Słońca. Przedrostek UR w nazwie oznacza bowiem dużego mięsożercę (lwa, wilka, albo psa).
Arabowie patrząc w tę stronę nieba – widzieli na nim wizerunek pantery.

Dążący do „chrystianizacji” nieba Julius Schiller chciał zastąpić Wilka Beniaminem, protoplastą jednego z dwunastu plemion Izraela.
Dopiero w renesansie zaczęto na nowo dostrzegać w tym obszarze nieba postać dzikiego psa, kiedy to przetłumaczono prace Ptolemeusza.
M.

Trisha Thompson Adams

grafika: Trisha Thompson Adams >>http://trishathompsonadams.com/<<

Tarantella

Tarantella: taniec pająka

Nazwę ‘argia’ odnosi się w południowych Włoszech do różnych rodzajów dużych jadowitych bezkręgowców. Lud sardyński określa te stwory ogólną nazwa ‘boboi’, ale Boboi to także stary demon chtoniczny (podziemny), którym na wsiach sardyńskich czasami nadal straszy się małe dzieci. Stworzeniem, które jest głównym bohaterem omawianego tu zjawiska jest mały czarny pająk o łacińskiej nazwie Latrodectus tredecim guttatus – czarna wdowa (la vedova nera), dawniej rozpowszechniony zwłaszcza na wybrzeżu i na Sardynii.

Samica, co u pająków jest regułą, jest sporo większa od samca i zarazem bardziej jadowita. Dojrzewa ona w pełni lata i z tego względu żniwiarze, odpoczywający na świeżo skoszonych snopach bywają czasem ukąszeni przez nią w tym właśnie okresie.

Choć wypadki śmiertelne po takim ukąszeniu zdarzają się rzadko, symptomy zatrucia na ogół są bardzo ciężkie. Od argii chorują głównie mężczyźni (80% ukąszonych), bo to oni najwięcej pracują i odpoczywają w polu podczas żniw. Już kilka minut po ukąszeniu, które zresztą może być nie zauważone, pojawia się obfity pot i gwałtowne bóle rozchodzące się od miejsca ukąszenia po całym ciele, a szczególnie silne w dole brzucha. Wkrótce pojawia się reakcja nerwowa: szybko rosnący lęk, omamy wzrokowe, poczucie umierania, depresja, narastające drżenie, przekrwienie twarzy, odruchy epileptyczne, zaburzenia mowy, czasem słowotok, bezwiedne skurczowe oddawanie moczu, erekcja prącia i silne, narastające pobudzenie erotyczne. Kryzys osiąga szczyt po 6-12 godzinach od ukąszenia, potem powoli ustępuje, zwykle przez kilka dni. Często później w życiu ukąszonego ból pojawia się na sam widok pająka, nawet zupełnie innego gatunku.
Bywają też bóle rokrocznie powracające u tej samej osoby, zazwyczaj już raz ukąszonej, bez nowej przyczyny i zawsze w tym samym okresie, albo na wspomnienie tego samego miejsca, zapachu, widoku świeżo skoszonych snopków itp.

Dawniej, jeszcze jakieś dwa pokolenia temu, ukąszenia były jednak na tyle częste, że przerodziło się w kult opanowania zła, a obrzędy ludowej terapii trwały pełne trzy dni licząc od ukąszenia.

Mit argii mówił, że pająki argie są to dusze, potępione za szczególnie ciężkie grzechy, zwykle o podłożu seksualnym, i przez to nie wpuszczone na tamten świat. Pozostają więc na ziemi, przybierają postać pająka i szkodzą. Są zatem argie wdowy, panny, księża itp., ale prawie zawsze pochodzą one z odległych stron, zwłaszcza z wielkich miast i z wyższych sfer, dość powszechnie i w wielu kulturach uważanych za notoryczne siedlisko i wylęgarnię zła. Argie nie działają jednak przypadkowo i bezmyślnie. Wędrują po polach, mijają dziesiątki osób, aby ukąsić zawsze i tylko tego, dla kogo są przeznaczone. A ten, kogo ukąsiła argia przejmuje na siebie jej grzechy i w niego wciela się pokutująca dusza, która przecież musiała sobie znaleźć jakieś fizyczne, ludzkie ciało, aby mogła odcierpieć.
Zatrucie jest w istocie rodzajem opętania. Chory staje się agresywny i despotyczny wobec innych, często erotycznie bezwstydny i natrętny, ślini się, obnaża, miota, przeklina, domaga się różnych usług, wyzywa innych, wygaduje niesłychane sprośności i bluźnierstwa.

Tradycyjne leczenie argii zaczyna się od tego, że chory leży w łóżku jęcząc i wijąc się z bólu, a wezwana natychmiast orkiestra, często wyspecjalizowana do takich przypadków i mająca bogaty repertuar, gra mu różne melodie, ale tylko do połowy, próbując wpaść na właściwy rytm.
Gdy zwołana kapela w końcu trafi na melodię właściwą, chory zrywa się z łóżka i sam zaczyna tańczyć, co dawniej trwało z przerwami nawet i całe trzy dni.
Taniec utrzymuje chorego w stanie napięcia, pozwala mu zapomnieć o bólu, narzuca mu sposób kontrolowania ruchów ciała, przedtem nieskoordynowanych, polepsza krążenie, czyli zwiększa i tak obfite wypacanie, a więc i usuwanie toksyn przez organizm.
Taniec bardzo często imituje sprośne ruchy kopulacyjne, czasem poród (zwłaszcza przy silnych bólach brzucha), gesty księdza albo lament wdowi, co pozwala określić i zidentyfikować pokutującą duszę. Znachor, a częściej znachorka, która zadaje opętanemu standardowe pytania naprowadzające, próbując ustalić wspomniane szczegóły biografii, a wreszcie nazwisko i imię ducha, który go opętał. Często dusza nie chce odpowiadać i znachorka stosuje specjalną tradycyjną technikę gróźb i pochwał. Wreszcie argia przyznaje się, ustami chorego ujawnia swoje nazwisko i imię, a rozpoznana natychmiast potem słabnie, staje się pokonana i musi opuścić chorego, który uspokaja się, a ból i podniecenie wyraźnie ustępują. Najczęściej dochodzi do tego dopiero trzeciego dnia obrzędu. Aby ułatwić odejście argii cała wieś trzyma przez cały ten czas wszystkie bramy, drzwi i okna szeroko otwarte.
Na koniec wyczerpanego i odurzonego, ale wyraźnie już wyleczonego i odczuwającego ulgę chorego wywozi się przystrojonym powozem i tłumnie odprowadza argię-damę za rogatki wsi, najczęściej na to samo pole, na którym nastąpiło ukąszenie.

Argia, czyli tarantula, jest symbolem zła, które pojawia się nagle jako diabeł, którego wspólne opanowanie i pozbycie się wyzwala i oczyszcza całą społeczność.

Bogusław Jeznach
(całość artykułu: >>http://jeznach.neon24.pl/post/84216,tarantella-taniec-pajaka<&lt;)

Michael Philip Manheim

zdjęcie: Michael Philip Manheim

Wąż

Wąż jest symbolem pierwotnych sił kosmicznych. Harmonii leżącej u podstaw chaosu. Świata podziemnego. Wód praoceanu.

Jest symbolem odnowy i zagłady, zmartwychwstania i śmierci wszystkiego co podlega prawom czasu i materii.
Nieodłączny towarzysz Kali, aspektu Durgi – pogromczyni demonów przywracającej ład światu. Matki czasu, którego niepowstrzymany przepływ niesie ze sobą upadek i destrukcję wszystkiego co istnieje. W czerni jej skóry, podobnie jak w upływającym czasie, nikną wszelkie barwy…

To najstarsze falliczne zwierzę totemowe jest jednocześnie silnie związane z zasadą żeńską.
W obrzędach płodności jako emblemat falliczny jest wiązany z Pramatką, jako zwierzę czołgające się brzuchem po Ziemi – jest stworzeniem jej najbliższym.

Żeńskim symbolem dorocznej odnowy wegetacji jest drzewo. Powiązanie symboliki drzewa i węża odnajdujemy w babilońskoasyryjskich obrzędach ku czci bogini Isztar, w europejskich rytuałach związanych z Drzewem Majowym, oraz w biblijnej opowieści o Adamie i Ewie.
Wąż z drzewa jest symbolem uświadomienia seksualnego i boskiego zespolenia przeciwstawnych pierwiastków kosmicznych.

To dlatego energia Kundalini przyjmuje postać uśpionego czerwonego węża owiniętego wokół podstawy ludzkiego kręgosłupa.
Energia kundalini jest energią żeńską – sakti – energią materii, emocji i instynktu. Celem tantra jogi jest obudzenie i podniesienie energii Kundalini, jak uniesienie się z ziemi przebudzonej kobry, a przez to osiągnięcie oświecenia – czyli zespolenia energii Shakti i Shiwy – energii żeńskiej i męskiej w ludzkiej psychice i połączenia z Nieskończonością i Wiecznością.

By w ten sposób człowiek uwolnił się z objęć wszechwładnej Kali, która uświadamia mu ulotność bycia.

I tak wąż kundalini tkwi uśpiony u podstawy Kosmicznego Drzewa Życia.
Śni sny o czasie, w którym wszystko się rodzi, rozmnaża, starzeje, obumiera i zmartwychwstaje w niekończącym się cyklu życia.
Śni spiralę, po której krążymy w nieskończonym tańcu wcieleń.
Od nowa i od nowa i od nowa…
Karmi się sobą, zjadając własny ogon, powracając jak wszystko do bóstwa, z którego się wyłonił.

Marząc o ponownym Połączeniu, od którego wszystko się zaczęło…

Tekst: maja

Holly Wilmeth
Zdjęcie: Holly Wilmeth